
Marek Migalski w mediach społecznościowych nazwał majora Macieja „Slab” Krakowiana „nieudacznikiem”, „piratem lotniczym” i „przestępcą”. Zarzucił mu, że zniszczył maszynę wartą dziesiątki milionów złotych oraz że niepotrzebnie ryzykował życiem swoim i innych, zamiast zasługiwać na pośmiertne honory. Politolog zasugerował nawet, że pilot powinien być zdegradowany, a nie upamiętniany jako bohater.

Jego wpis spotkał się z powszechnym potępieniem. Internauci i komentatorzy podkreślali, że śledztwo w sprawie katastrofy wciąż trwa, a publiczne wydawanie wyroków przed poznaniem przyczyn jest nieodpowiedzialne i krzywdzące. Wiele osób uznało słowa Migalskiego za haniebne i pozbawione empatii wobec rodziny zmarłego.

Sam Migalski nie wycofał się ze swoich słów. W kolejnych komentarzach pisał, że „uczy Polaków myślenia politycznego i logiki”, sugerując, że jego wpis miał charakter racjonalnej oceny, a nie emocjonalnej reakcji. Tymczasem dla wielu obserwatorów właśnie brak szacunku i chłodny ton w obliczu tragedii stały się najbardziej bulwersującym elementem całej wypowiedzi.

Sprawa wpisu politologa pokazała, jak cienka jest granica między krytyką a hejtem, a także jak bardzo emocje i poczucie wspólnoty w obliczu tragedii wpływają na ocenę słów publicznych komentatorów. Katastrofa F-16 będzie wyjaśniana przez specjalistów, ale słowa Migalskiego już teraz pozostawiły trwały ślad w debacie publicznej.