Jak byłam mała, naoglądałam się Dragon Balla i jak byłam sama w pokoju machałam rękami przed otwartymi drzwiczkami szafki wierząc, że dzięki jakiejś mocy same się zamkną.
W przedszkolu mieliśmy takie zadanie, które polegało na dokończeniu jakiegoś wzorku na kartce, typu pętelki, zygzaki, fale itp. Pod spodem było miejsce na wymyślenie własnego wzorku i powielenie go. Narysowałam rząd swastyk.
zanim poszłam do zerówki (nie chodziłam do przedszkola) nauczyłam się liczyć i potrafiłam mnożyć duże liczby w głowie, przez co na przyjęciach rodzice się mną chwalili przed znajomymi jak cyrkową małpką. W zerówce odmawiałam uczenia się czytać, bo twierdziłam, że ja cały świat potrafiłam opisać liczbami (rzeczywiście widziałam np kolory w liczbach). Nie chcieli mnie przez to przepuścić do następnej klasy. Później stwierdziłam, że jednak czytanie może być fajne, więc przez wakacje całkowicie sama nauczyłam się płynnie czytać i czytałam po kilka książek tygodniowo, a jak mi brakowało, to podpierdzielałam książki z plecaka starszego brata, który przez brak podręczników łapał jedynki. Do tego na każdym papierze, który trafiał mi pod ręką, nie ważne czy notes, książka telefoniczna czy akt notarialny, pisałam rymowane wierszyki, nawet ilość sylab się zgadzała. A do tego rysowałam czarną kredką, przez co sąsiadka po tym, jak się mną kiedyś opiekowała, stwierdziła, że trzeba mnie leczyć bo jestem dzieckiem diabła
pamiętam jak w 4 klasie szkoły podstawowej na lekcji muzyki pani uczyła grac nas na pianinie do-re-mi-fa-sol-la-si-do .. aj usiadłem przy owym muzycznym sprzęcie i zagrałem fragment Iron Maiden _ fear of the dark
W przedszkolu kazano nam narysować serce. Wszystkie dzieciaki czteroletnie rysowały jakieś serduszka mizernie pokolorowane, ale nie ja. Ja kurwa musiałem pierdolnąć ludzkie serce ze wszystkimi detalami, naczyniami wieńcowymi ujściami żył i tętnic etc. Ogólnie byłem pojebanym dzieckiem. Zamiast dobranocek oglądało się discovery science. W wieku pięciu lat próbowałem otruć brata i sfingować samobójstwo. Zamiast czytanek to encyklopedie na temat astrofizyki. W przedszkolu znałem skład Słońca i wszystkie planety układu słonecznego oraz inne podstawowe rzeczy z astronomii, oraz obalałeś dogmaty na religii. Na przemian z bohaterkami W.I.T.C.H. rysowałem ikony architektoniczne np. Gmach opery w Sydney. Budziłem mamę tylko po to, by wyjaśnić jej, czym są fotony, a „Było sobie życie” było miłością życia. Zabawki robiłem sonie sam, bo miałem talent artystyczny i w sumie do dzisiaj zajmuje się sztuką. Bardzo dobrze wspominam moje popierdolone dzieciństwo.
@Shiroux@Shiroux Witamy w rodzinie Asperze. Siadaj. Nie musisz się odzywać przez pierwszą godzinę. Tak, większość z nich to idioci, ale nie mówi im tego co 5 minut. Wtedy zapominają.
W dzieciństwie interesowałem się archeologia, pewnego dnia gdy prowadziłem wykopaliska to dokonałem szokujacego odkrycia, kości małego dinozaura. Dziura równo wykopana, kości delikatnie oczyszczone i poukładane, gdy pochwaliłem się mamie to dowiedziałem się, ze to kości psa sąsiadki, która zakopała go w sadzie kilka lat wcześniej żeby uzyznic glebę. Miałem od 8 do 10 lat. Może to nie nerdowskie ale w archeologa bawiłem się sam wiec można podciągnąć
Zawsze lubiłam pisać opowiadania więc kiedy nauczycielka dała nam na pół gotowe opowiadanie do wypełnienia luk to poczułam się dotknięta. W tym momencie stwierdziłam że to smutne że tak wiele osób ma problemy z wyobraźnią, bo ponad połowa klasy uznała że to pomogło mi pisać, w ramach strajku nie drobiłam pracy domowej.
Ja w podstawówce wraz z koleżankami stworzyłam klub W.I.T.C.H ... szybko się rozpadł ponieważ każda miała z góry przypisaną postać (z powodu koloru swoich włosów, ja miałam długie blond jak Cornelia a moja przyjaciółka czarne jak Hay lin) Apogeum wojny było wtedy jak obie chciałyśmy być Irmą ;-;
Jak byłem mały, jako cudowne dziecko z aspechem, nie ogarniałem używania łyżki by się cały nie ujebać, ale za to potrafiłem z pamięci wyrecytować encyklopedię minerałów na wyrywki.
Em. Strasznie pasjonowała mnie matma w dzieciństwie. I kiedy inne dzieci bawiły się na dworze w czasie ferii, ja siedziałam w domu prosząc o jak najdłuższy ciąg losowych liczb, które później dzieliłam przez 9 albo 7. Lubiłam 9.
I tak, aż do teraz nie potrzebuję kalkulatora. Na maturę z matmy wzięłam go tylko dlatego, że nam kazali :( *superantyumiejętność na dziś*
Razem z dwójką znajomych stworzyłam klub z motywem z "ekoludkiem w szkole" chodziliśmy za szkołę wsadzaliśmy oberwane gałązki w ziemie , sadziliśmy szyszki i sprzątaliśmy śmieci. Klub przetrwał jakieś 2 dni :.-(
@NoSuperMemeH3h3 Nerd to pejoratywne określenie osoby, która nie potrafi przystosować się do grupy młodzieżowej, więc tak, ta galeria pokazuje nerdowskie rzeczy.
negatywne określenie osoby nieprzystosowanej do życia w grupie młodzieżowej. Nie utrzymują stosunków towarzyskich i nie dbają o formę fizyczną. Są obiektem przemocy szkolnej, gdyż nie potrafią odpowiednio reagować na zaczepki. Jego bardziej uspołecznioną wersją jest geek.
:D
Jak byłam mała, naoglądałam się Dragon Balla i jak byłam sama w pokoju machałam rękami przed otwartymi drzwiczkami szafki wierząc, że dzięki jakiejś mocy same się zamkną.
Prowadziłem z kumplem gazetkę szkolną, nie tylko sami pisaliśmy artykuły, ale też te gazetki drukowaliśmy.
edytowano: 7 lat temuHmm... nie udzielałam się zbytnio towarzysko ani poro-społecznie, przez co nie mam wspomnień tego typu sytuacji. To chyba bardziej nerdowskie.
W przedszkolu mieliśmy takie zadanie, które polegało na dokończeniu jakiegoś wzorku na kartce, typu pętelki, zygzaki, fale itp. Pod spodem było miejsce na wymyślenie własnego wzorku i powielenie go. Narysowałam rząd swastyk.
zanim poszłam do zerówki (nie chodziłam do przedszkola) nauczyłam się liczyć i potrafiłam mnożyć duże liczby w głowie, przez co na przyjęciach rodzice się mną chwalili przed znajomymi jak cyrkową małpką. W zerówce odmawiałam uczenia się czytać, bo twierdziłam, że ja cały świat potrafiłam opisać liczbami (rzeczywiście widziałam np kolory w liczbach). Nie chcieli mnie przez to przepuścić do następnej klasy. Później stwierdziłam, że jednak czytanie może być fajne, więc przez wakacje całkowicie sama nauczyłam się płynnie czytać i czytałam po kilka książek tygodniowo, a jak mi brakowało, to podpierdzielałam książki z plecaka starszego brata, który przez brak podręczników łapał jedynki. Do tego na każdym papierze, który trafiał mi pod ręką, nie ważne czy notes, książka telefoniczna czy akt notarialny, pisałam rymowane wierszyki, nawet ilość sylab się zgadzała. A do tego rysowałam czarną kredką, przez co sąsiadka po tym, jak się mną kiedyś opiekowała, stwierdziła, że trzeba mnie leczyć bo jestem dzieckiem diabła
to jaki numer ma niebieski?
#4169E1
moge do ciebie jakis kontakt?
pamiętam jak w 4 klasie szkoły podstawowej na lekcji muzyki pani uczyła grac nas na pianinie do-re-mi-fa-sol-la-si-do .. aj usiadłem przy owym muzycznym sprzęcie i zagrałem fragment Iron Maiden _ fear of the dark
około 1990/91 r. na zimowy wyjazd szkolny (coś jak zielona szkoła tylko zimą) razem z kolegami wzięliśmy komputer C64, monitor, stację dysków i gry :)
Ja zamiast chodzic z chlopakami grac w pilke, bralem kartki, kredki i pakowalem to w stary neseser ojca i chodzilem z nim po osiedlu :-)
Ha! Briefcase wanker!
W przedszkolu kazano nam narysować serce. Wszystkie dzieciaki czteroletnie rysowały jakieś serduszka mizernie pokolorowane, ale nie ja. Ja kurwa musiałem pierdolnąć ludzkie serce ze wszystkimi detalami, naczyniami wieńcowymi ujściami żył i tętnic etc. Ogólnie byłem pojebanym dzieckiem. Zamiast dobranocek oglądało się discovery science. W wieku pięciu lat próbowałem otruć brata i sfingować samobójstwo. Zamiast czytanek to encyklopedie na temat astrofizyki. W przedszkolu znałem skład Słońca i wszystkie planety układu słonecznego oraz inne podstawowe rzeczy z astronomii, oraz obalałeś dogmaty na religii. Na przemian z bohaterkami W.I.T.C.H. rysowałem ikony architektoniczne np. Gmach opery w Sydney. Budziłem mamę tylko po to, by wyjaśnić jej, czym są fotony, a „Było sobie życie” było miłością życia. Zabawki robiłem sonie sam, bo miałem talent artystyczny i w sumie do dzisiaj zajmuje się sztuką. Bardzo dobrze wspominam moje popierdolone dzieciństwo.
@Shiroux Jedyne co było niefajne to próba otrucia, tak to to zazdroszczę.
@Shiroux @Shiroux Witamy w rodzinie Asperze. Siadaj. Nie musisz się odzywać przez pierwszą godzinę. Tak, większość z nich to idioci, ale nie mówi im tego co 5 minut. Wtedy zapominają.
@shiroux i do ciebie tez moge jakis kontakt? az mam ochote pogadac :D
W dzieciństwie interesowałem się archeologia, pewnego dnia gdy prowadziłem wykopaliska to dokonałem szokujacego odkrycia, kości małego dinozaura. Dziura równo wykopana, kości delikatnie oczyszczone i poukładane, gdy pochwaliłem się mamie to dowiedziałem się, ze to kości psa sąsiadki, która zakopała go w sadzie kilka lat wcześniej żeby uzyznic glebę. Miałem od 8 do 10 lat. Może to nie nerdowskie ale w archeologa bawiłem się sam wiec można podciągnąć
@Black Classic dinozaury to nie archeologia - zatem kiepski z ciebie nerd
Zawsze lubiłam pisać opowiadania więc kiedy nauczycielka dała nam na pół gotowe opowiadanie do wypełnienia luk to poczułam się dotknięta. W tym momencie stwierdziłam że to smutne że tak wiele osób ma problemy z wyobraźnią, bo ponad połowa klasy uznała że to pomogło mi pisać, w ramach strajku nie drobiłam pracy domowej.
Ja w podstawówce wraz z koleżankami stworzyłam klub W.I.T.C.H ... szybko się rozpadł ponieważ każda miała z góry przypisaną postać (z powodu koloru swoich włosów, ja miałam długie blond jak Cornelia a moja przyjaciółka czarne jak Hay lin) Apogeum wojny było wtedy jak obie chciałyśmy być Irmą ;-;
Jak byłem mały, jako cudowne dziecko z aspechem, nie ogarniałem używania łyżki by się cały nie ujebać, ale za to potrafiłem z pamięci wyrecytować encyklopedię minerałów na wyrywki.
Em. Strasznie pasjonowała mnie matma w dzieciństwie. I kiedy inne dzieci bawiły się na dworze w czasie ferii, ja siedziałam w domu prosząc o jak najdłuższy ciąg losowych liczb, które później dzieliłam przez 9 albo 7. Lubiłam 9. I tak, aż do teraz nie potrzebuję kalkulatora. Na maturę z matmy wzięłam go tylko dlatego, że nam kazali :( *superantyumiejętność na dziś*
Fajnie, masz super moce :D
Zorganizowałam grupę kilku dzieciaków, i w dzień ziemi sprzątaliśmy miejsca na podwórku w których się zazwyczaj bawiliśmy.
Te, ale ja umiem liczbe Pi do 50 po przecinku. Matematyczka na studiach była zachwycona.
Razem z dwójką znajomych stworzyłam klub z motywem z "ekoludkiem w szkole" chodziliśmy za szkołę wsadzaliśmy oberwane gałązki w ziemie , sadziliśmy szyszki i sprzątaliśmy śmieci. Klub przetrwał jakieś 2 dni :.-(
@KobietyToLampucery Aha! To stąd wzięły się twoje kompleksy!
@KobietyToLampucery @skorpionex Improvise. Adapt. Overcome.
ja na dzień postaci historycznej na życzenie taty (śmieszka) przebrałem się za adolfa hitlera. nie wiedziałem kik jestem
zajebisty ojciec
A przyniosłeś też torcik z pryncypałkami?
@milosz-szemiel Czy twój ojciec nie pochodzi przypadkiem z Austrii? :D
Ale *nerdowskie*, Znasz pojęcie tego słowa?
@NoSuperMemeH3h3 Nerd to pejoratywne określenie osoby, która nie potrafi przystosować się do grupy młodzieżowej, więc tak, ta galeria pokazuje nerdowskie rzeczy.
@anonimowy no chyba nie
@NoSuperMemeH3h3 To wykaż się,mądralo. Co według ciebie znaczy nerd?
negatywne określenie osoby nieprzystosowanej do życia w grupie młodzieżowej. Nie utrzymują stosunków towarzyskich i nie dbają o formę fizyczną. Są obiektem przemocy szkolnej, gdyż nie potrafią odpowiednio reagować na zaczepki. Jego bardziej uspołecznioną wersją jest geek. :D
@NoSuperMemeH3h3 @Pandora90 No więc właśnie Anon1 tak napisał.